„Oczko”. Legenda szczecińskiego półświatka kiedyś i dziś

Marek M. ps. „Oczko” to niekwestionowana legenda szczecińskiego półświatka. W latach 90. jego ludzie, blisko związany z mafią pruszkowską, siali postrach w całym mieście. Kontrolowali handel narkotykami, wymuszali haracze, dokonywali zabójstw. Do zlikwidowania gangu przyczynił się ówczesny współpracownik „Oczki”, Rafał Ch. ps. „Czarny”, który za kratkami nie otrzymał od niego pomocy. Marek M. spędził wiele lat za kratkami, a obecnie znów zasiada na ławie oskarżonych.

Marek M. urodził się pod innym nazwiskiem – K. – w 1954 r. w Szczecinie. Młodość spędził przy ulicy Żabiej na tamtejszym osiedlu Żelechowa. Poznał tam m. in. Marka D. ps. „Duduś” i Jacka P. ps. „Ślepak”. Stanowili zgraną paczkę, interesowali się sportem. W końcu trafili na klubowe bramki i tam zaczęli nawiązywać pierwsze kontakty z przestępcami.

„Zatorzaki”, jak ich nazywano (bo wciąż mieszkali przy ulicy Żabiej – nieopodal torów kolejowych), kolegowali się m. in. z Andrzejem B. ze Stargardu Szczecińskiego, znanym potem jako „Słowik”, jeden z liderów grupy pruszkowskiej, do której wprowadził go zmarły niedawno Zygmunt R. ps. „Kaban”, w mediach szerzej znany jako „Bolo”. Swoją drogą pseudonim „Słowik” wziął się od włamania do sklepu spożywczego o takiej właśnie nazwie, gdzie Andrzej B. miał się podobno schować przed policją w beczce po kapuście. „Słowik” zmienił potem nazwisko z B. na Z. – biorąc ślub z Moniką, sekretarką związanego z „Pruszkowem” biznesmena Wojciecha P. Nawiasem mówiąc, Monika nosi dziś wcześniejsze nazwisko „Słowika” – B. Z podobnego rozwiązania skorzystał niegdyś „Oczko”, zmieniając nazwisko K. na M. – po ślubie z chorwacką modelką poznaną w Niemczech.

Pruszków w Szczecinie

Grupa Marka M. na przełomie lat 80. i 90. regularnie łamała już prawo – biorąc udział w bójkach, handlu narkotykami, wymuszeniach, haraczach, porwaniach dla okupu czy napadach na tiry – słowem, byli dobrze zorganizowanym, multiprzestępczym gangiem. Zarabiali wtedy spore pieniądze, ale zaliczali też pierwsze odsiadki. To podczas jednej z nich Marek M. w awanturze miał doznać uszkodzenia oka, przez co zyskał późniejszy pseudonim „Oczko”.

Marek M. swoją pozycję w Szczecinie ugruntował po oszustwie, którego dokonał razem ze „Słowikiem”, a które obwołano potem „aferą gorzowską”. „Oczko” na spotkaniu w hotelu Radisson Blu sprzedał podobno pewnemu przedsiębiorcy z Gorzowa Wielkopolskiego tira wypełnionego nielegalnymi papierosami. Odebrał pieniądze od kontrahenta, a „Słowik” zawiózł towar do hurtowni „Caro”. Później ów przedsiębiorca, poza ułożonymi z wierzchu paczkami papierosów, w ciężarówce znalazł… trociny. Jak się wtedy wydawało, dowody bezsprzecznie potwierdzały winę „Oczki”. Z drugiej strony jednak obciążały też ofiarę oszustwa – w końcu przedsiębiorca chciał nielegalnie kupić papierosy.

Markowi M. udało się uniknąć odpowiedzialności. Podobną bezkarnością mógł cieszyć się po sytuacji z 1992 r., kiedy razem ze „Słowikiem” i paserem Henrykiem N. ps. „Dziad” (późniejszym, domniemanym bossem grupy ząbkowsko-praskiej, choć błędnie przyjęło się, że dowodził gangiem wołomińskim). Przestępców zatrzymano wtedy z dwoma tirami słynnego spirytusu „Royal”. Nie obyło się bez wzajemnych oskarżeń, co stało się zarzewiem wojny „Pruszkowa” z „Dziadem”.

Marek M. zyskał natomiast wsparcie grupy pruszkowskiej, co potwierdziło się po demonstracji siły w Szczecinie. W hotelu Radisson Blu na Placu Rodła, z udziałem kilkudziesięciu przestępców z Pruszkowa, odbyło się spotkanie, po którym „Oczkę” oficjalnie uznawano za rezydenta mafii pruszkowskiej na Pomorzu Zachodnim. Marek M. należał też do grona bliskich znajomych niejakiego Ricardo F. – pierwotnie Ryszarda K., posługującego się niekiedy innymi nazwiskami – Marek K. lub Robert R. Mężczyzna ten, choć pochodził ze Śląska, uważany był za współpracownika rosyjskiej mafii w Polsce.

Międzynarodowe koneksje

“Oczko” jako najważniejszy gangster w Szczecinie i kolega Ricardo F., wchodził w kontakty z kolumbijskimi kartelami narkotykowymi oraz przedstawicielami rosyjskich grup przestępczych w naszym kraju. To w ten sposób do Polski trafiło trzech kilerów, którym Marek M. miał zlecać egzekucje – tak w interesie własnym, jak i rosyjskich mocodawców. Trzeba tu dodać, że przyjazd zabójców z Rosji umożliwił pruszkowski gangster trudniący się organizacją biznesu narkotykowego – Jerzy W. ps. „Żaba”.

W lipcu 1995 r. do klubu nocnego „El Chico” przy ulicy Umultowskiej w Poznaniu weszło trzech mężczyzn. Szukali ochroniarzy, a między sobą mówili po rosyjsku. Jak nietrudno się domyślić, byli to wspomniani kilerzy. W końcu udało im się znaleźć tych, do których przyjechali. Ich zamiary zdecydowanie nie należały do pokojowych. Jeden z ochroniarzy z raną postrzałową w ciężkim stanie trafił do szpitala – udało mu się przeżyć. Drugi ochroniarz zginął.

Po blisko dwudziestu latach od wydarzeń w „El Chico”, w grudniu 2014 r., za zleceniodawców zbrodni uznano bossów szczecińskiego półświatka przestępczego – Marka M. ps. „Oczko” oraz Marka D. ps. „Duduś”. Najazd na „El Chico” miał być elementem walki o kontrolę agencji towarzyskich przy późniejszej autostradzie A1. W 2016 r. „Oczko” i „Duduś” zostali skazani za pomocnictwo w zabójstwie ochroniarza w Poznaniu. Dwa lata później sąd uznał jednak, że mogliby odpowiadać nie za pomocnictwo, a co najwyżej za podżeganie do zbrodni i umorzył postępowanie.

Sytuacje takie jak ta z klubu „El Chico” utwierdzały tylko wszystkich w przekonaniu, że „Oczko” to bezwzględny gangster, który patrzy jednak przede wszystkim na swój interes. Jeździł po Szczecinie żółtym Ferrari, parkując nim nieopodal komendy policji. Próbował odłączyć się od grupy pruszkowskiej. W końcu nie za bardzo dbał o swoich kompanów.

Omerta nie istnieje

Dość szybko odczuł negatywne konsekwencje takiego zachowania. W maju 1997 r. zaczął przeciwko niemu zeznawać przebywający już za kratkami Rafał Ch. ps. „Czarny”, wcześniej odpowiedzialny za handel narkotykami w ramach grupy „Oczki”. Drugim obciążającym go człowiekiem był Artur R. ps. „Tuła”, rzekomo współpracujący z Urzędem Ochrony Państwa, choć w gangu miał pod tym kontem opinię mitomana. Ponoć obaj mają ze sobą kontakt, gdy bywają w Szczecinie.

To ich wiedza, wykorzystana przez prokurator Barbarę Zapaśnik, pozwoliła na rozbicie w lutym 1998 r. gangu „Oczki”. Zatrzymano wówczas kilkudziesięciu gangsterów, w tym samego Marka M. i Marka D. ps. „Duduś”. Dalej czekał ich proces, który zakończył się w grudniu 1999 r. Skazano w nim „Oczkę” i „Dudusia” na kary 13 lat pozbawienia wolności. Pozostali usłyszeli mniejsze wyroki – dla przykładu „Tuła” – dwa lata i dziewięć miesięcy, dlatego wyszedł niedługo po zakończeniu procesu.

To nie koniec kłopotów

W 2008 r. Marka M. skazano w innym procesie. Sąd Okręgowy w Katowicach skazał go na dwadzieścia pięć lat pozbawienia wolności za zlecenie zabójstwa Wiktora F., rzekomego rezydenta białoruskiej mafii w Polsce. Do egzekucji doszło w Szczecinie w styczniu 1997 r. Według ustaleń prokuratury kilerem miał być Zdzisław Ł. ps. „Zdzicho” ze śląskiego gangu Janusza T. ps. „Krakowiak”. O ile ten ostatni jest już na wolności, to „Zdzicha” skazano potem na dożywotnie więzienie. Tymczasem wyrok wobec „Oczki” z powodów formalnych uchylił w 2009 r. sąd apelacyjny, a proces miał odbywać się od nowa.

Marek M. ps. "Oczko" podczas ogłoszenia wyroku w 2008 r. Foto: Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

Marek M. ps. „Oczko” podczas ogłoszenia wyroku w 2008 r.

Marek M. nigdy nie przyznawał się do kierowania grupą przestępczą. Twierdził, że pomówili go „Czarny” i „Tuła”, a duże pieniądze udało mu się zarobić ciężko pracując w Niemczech.

Gdy wyszedł na wolność w lutym 2011 r., miał zająć się obrotem paliwami. W grudniu 2014 r. „Oczko” i „Duduś” wpadli w ręce policji. To wtedy ogłoszono im zarzuty zlecenia wcześniej wspomnianego zabójstwa z klubu nocnego “El Chico” w Poznaniu. Jak wiadomo, sprawa została ostatecznie umorzona, a w sierpniu 2016 r. „Oczko” był już na wolności.

Zaledwie dwa miesiące później skazano go na 25 lat więzienia za wspomniane zlecenie zabójstwa Wiktora F. W tym czasie Marek M. jednak się ukrywał – zatrzymano go 10 sierpnia 2017 r. w Piasecznie. Podejrzewano go wówczas dodatkowo o udział w narkotykowej, zorganizowanej grupie przestępczej.

Wakacje na utrzymaniu rodziny

„Oczko” i tym razem opuścił więzienne mury – wpłacając w kwietniu 2018 r. 400 tys. zł poręczenia majątkowego. Wtedy nie musiał się już ukrywać – widywano go więc w czerwcu 2019 r. na wakacjach w Sopocie, a w ostatnich miesiącach w dobrych restauracjach w Warszawie. Jednocześnie podczas rozpraw, odpowiadając z wolnej stopy, przekonywał, że pozostaje na utrzymaniu rodziny.

W Szczecinie Marek M., nawet gdyby chciał, raczej nie ma szans na odbudowanie dawnych struktur – półświatek zapełnił się innymi osobami, które demonstrując swoją siłę, brutalnie pobiły kilku dawnych kompanów „Oczki”, m. in. Marka D. ps. „Duduś”, Sylwestra O. ps. „Sylwek”czy Zbigniewa T. ps. „Pastor”.

Na początku września tego roku do Sądu Okręgowego w Szczecinie trafił akt oskarżenia, w którym Markowi M. ps. „Oczko” zarzuca się m. in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz w obrocie środkami odurzającymi. Do transakcji narkotykowej, której dotyczy sprawa, miało dojść w listopadzie 2016 r. Sprawa wyszła na jaw latem 2017 r., czego efektem było zatrzymanie w sierpniu ukrywającego się „Oczki”. Razem z nim aktem oskarżenia objęto jeszcze kilka innych osób.