Mafioso, który prał pieniądze karteli narkotykowych, przyleciał do Polski

Boss gangu, który wyprał ponad 1,4 mld zł pochodzących z handlu narkotykami, przyleciał z Holandii do Polski. Do szybkiego sprowadzenia Panamczyka izraelskiego pochodzenia, wykorzystano wojskowy samolot CASA. Od lat takimi maszynami sprowadzani są do kraju przestępcy zatrzymani na terenie Europy.

Datę przylotu Panamczyka trzymano w tajemnicy. Przed kilkoma dniami holenderski sąd zgodził się na wydanie mafiosa polskim śledczym.

Zdecydowano, że boss przyleci do Polski na pokładzie wojskowej CASY, w ramach tzw. lotu skazańców. Tak się określa konwoje lotnicze polskich przestępców zatrzymanych na terenie Europy.

Prosto z lotniska mężczyznę przewieziono do Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu. Tam przedstawiono mu zarzuty „kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, udziału w praniu pieniędzy w kwocie nie mniejszej niż 1,4 mld zł, a także udział w obrocie narkotykami o wartości nie mniejszej niż 3,4 mld zł” .

Podejrzanemu grozi do 12 lat więzienia. Śledczy skierowali do sądu wniosek o aresztowanie Panamczyka. Decyzja zapadnie w piątek.

Mężczyzna uważany za bossa grupy „praczy” został zatrzymany w październiku 2020 r. na lotnisku w Amsterdamie, skąd najprawdopodobniej prowadził nielegalne biznesy. Był poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania.

Międzynarodowe śledztwo

W ostatnich dniach holenderski sąd zadecydował, że mężczyzna może zostać wydany polskim śledczym. To czwarta osoba zatrzymana do tej sprawy.
Tożsamość podejrzanych trzymana jest w tajemnicy. Wiadomo, że jednym z nich Ivan M. L., uchodzący za znaczącą postać w narkobiznesie. O zatrzymaniu mafiosa na terenie Grecji w 2019 r., informowały media na całym świecie.

Dolnośląskie „pezety” prowadzą postępowanie w sprawie „praczy” wespół z funkcjonariuszami Centralnego Biura Śledczego Policji. Polscy śledczy współpracują z Europolem, Interpolem i DEA (amerykańskiej agencji antynarkotykowej).

Kulisy odkrycia pieniędzy karteli w skierniewickim banku ujawnił w kwietniu 2018 r. portal tvp.info. Według oficjalnej wersji wszystko miało się zacząć od sprawy budowy ambasady Belgii w Demokratycznej Republice Konga.

Belgijski MSZ wybrał wykonawcę robót i miał przelać pieniądze na konto tej firmy. Wówczas w grze pojawili się oszuści, którzy podszyli się pod firmę i przesłali Belgom numer konta kontrolowanej przez siebie spółki.

Wpadli przez internetowy przekręt?


Nieświadomi oszustwa pracownicy resortu spraw zagranicznych przelali przestępcom ponad 400 tys. euro. Gdy belgijski MSZ zorientował się, że padł ofiarą przekrętu, sprawą zajęły się lokalne służby oraz Interpol.

Okazało się, że wykorzystany przez oszustów rachunek należy do spółki M. zarejestrowanej w okolicach Pruszkowa. Jej prezesem jest Kanadyjczyk panamskiego pochodzenia.

Sprawdzając powiązania tej firmy, śledczy natrafili na kolejną spółkę – C. Na jej czele stał mężczyzna mający obywatelstwa Kolumbii i Panamy. Ta firma była z kolei powiązana z internetową giełdą kryptowalut.

Spółki te zostały utworzone wyłącznie po to, aby udostępniać swoje rachunki bankowe do przestępczych operacji finansowych. Spływały do niej tysiące dolarów, funtów czy euro, które wcześniej przeszły przez sieć setek rachunków bankowych założonych w kilkudziesięciu krajach.

Mazowieckie spółki zdeponowały zgromadzone fundusze na kontach w Banku Spółdzielczym w Skierniewicach. Wiosną 2018 r. odkryto na nich w sumie ponad 1,4 mld zł.

W sierpniu 2019 r. prokurator dolnośląskich „pezetów” wydał postanowienie o zabezpieczeniu majątkowym poprzez zajęcie tej fortuny. Pieniądze te, jako pochodzące z przestępstwa, podlegają obligatoryjnemu przepadkowi na rzecz Skarbu Państwa.